"Degradacja plastiku jest jak tykająca bomba" - powiedziała Yvonne Shashoua, konserwatorka z duńskiego Narodowego Muzeum w Kopenhadze. Shashoua jest członkiem europejskiej grupy badawczej pracującej nad uratowaniem naszego plastikowego dziedzictwa zanim obróci się w proch.
Skutki dostrzegamy już dziś, w przedmiotach z XIX i XX wieku, m.in. w zniszczonych taśmach filmowych sprzed lat wykonanych z celuloidu.
Na horyzoncie wyłania się jednak światełko nadziei dla naszych lalek i plastikowych obiektów muzealnych. Dzień rozkładu można opóźnić przez dodanie do tworzyw związków zapobiegających starzeniu się, działających jak filtr przeciwsłoneczny. Dodatki te są jednak kosztowne, a producenci nie chcą dodawać ich więcej niż muszą.
Jednak, jak twierdzi Shashoua, niezależnie od tego, jak bardzo nafaszerujemy produkt tymi związkami, w końcu i one stracą swoją skuteczność.
Przy tak ograniczonej wiedzy improwizacja specjalistów od ratowania plastiku jest koniecznością. W projekcie polistyrenowej lampy w środowisku beztlenowym Shashoua zapożyczyła metodę hermetycznego pakowania mięs, stosowaną w przemyśle spożywczym. Autorka podkreśla jednak, że rozwiązanie nie jest idealne. "Żywność pakowana jest na zaledwie kilka miesięcy, a my mówimy o obiektach, które chcemy przechować przez 50 lat"- dodaje.
PAP Nauka w Polsce




powrót
RANKING
ONLINE
SilverCube s.c.